Posted by on 24 listopada 2019

Pół nocy czekaliśmy na ogłoszenie bazy zawodów. Pierwszy raz udało się zgadnąć ich rejon. Sadowne – Wschodnie rubieże Mazowieckiego.

Pojechaliśmy tam nieco wcześniej, aby jak zwykle znaleźć lokalną restaurację/bar. Po rejestracji w biurze zawodów poszliśmy zjeść coś ciepłego.

Po drodze kropiło i było już na minusie. Jednak poszliśmy na lekko. Ja, może trochę za bardzo.

Tym razem, dla naszej trasy Tatrzańska 1 Start był oddalony tylko kilometr od mety więc autokar nie był potrzebny. Niecierpliwie czekaliśmy, aż nasza minuta zostanie wyświetlona. Otrzymaliśmy mapę – nazywała się ona Megawąż 9. Oprócz 17 punktów do zdobycia były 3 zagadki do rozwiązania.

Pierwszy punkt, to łatwizna. Jedyny na środku leśnego skrzyżowania. Drugi zaś okazał się ponad godzinną porażką. Nic tam nie pasowało. Drobna dygresja dotycząca mapy. Ogólnie, mapa nie była aktualna od dawna, jak zwykle zresztą na Nocnych Manewrach – takie zacięcie organizatorów.

Na resztę punktów zostało nam jakieś 4 godziny, a było ich w sumie 17 i dojście do mety.

Najlepszy, najładniejszy punkt i w ogóle miejsce na całej trasie to PK6. Miejsce, mimo, że odwiedzone w nocy pokazało, jak piękne są piaszczyste wydmy. I to w środku naszego kraju.

PK7 również zużył trochę naszego cennego czasu, ale udało się go zdobyć.

Na punkcie 11 czekał na nas katering. Kiełbasa nazywała się Swojska. Zastanawiam się, jaka jest frajda z robienia tak wielkiego ogniska? Aż dziwne, że żaden z uczestników nie spalił się od jego iskier. W pobliżu było też drugie ognisko, nieduże ale dostępne „tylko dla organizatorów”.

Dalej zrobiliśmy jeszcze tylko dwa punkty i wracając do bazy zahaczyliśmy o PK17.

W bazie czekał żurek i miejsce przy stoliku. Zjedliśmy, pogadaliśmy i udaliśmy się w drogę powrotną do domu.

Zdobyliśmy 16 miejsce na 36 zaklasyfikowanych drużyn na naszej trasie. Jakby to powiedzieć, nie było najgorzej, chociaż mogło być zdecydowanie lepiej. Do przyszłego roku.

  • Wyniki
  • Mapa

  • Galeria Google Photo
    Posted in: Imprezy