Posted by on 16 grudnia 2018

Na Nocną Masakrę do Trzcianki wybrałem się samotnie. Na miejsce dojechałem po 11. Po godzinnej drzemce na sali zauważyłem kolegę Sergiusza, a za jakiś czas pojawił się również Rafał.

Jakoś tak się złożyło, że wyruszyliśmy na trasę we trzech.

Ubiór i zawartość plecaka: Poszedłem w Speedcoross’ach, spodniach dresowych, a na górę tylko koszulka poliestrowa, druga koszulka z długimi rękawami i dresowa bluza na suwak. Przy temperaturze jakieś -1 st. C, praktycznie bezwietrznej pogodzie i zerowych opadach, stój ten okazał się ideałem.

Do jedzenia i picia miałem litr soku ananasowego, litr CocaColi, dwa jabłka, dwa MilkyWay’e, mieszankę studencką, mus jabłkowy, Kofeinę i Magnez we fiolkach.

Ale po kolei. Zaliczenie punktów dowolne, limit 15 godzin z jedną dodatkową, która powodowała odejmowanie punktów co minutę.

Opiszę tylko te trudniejsze dla nas punkty.

PK10 „Szczyt Góry” – podchodząc od południa należało ze skrzyżowania iść bezpośrednio na azymut. Problemem był dodatkowy szczyt na trasie, który zmylił niejednego zawodnika. Należało go przejść, zejść niżej, i po kilku metrach ukazał się szczyt właściwy ze znakami geodezyjnymi.

PK7 „Zachodnia skarpa przy przecince” – trochę zawaliłem sprawę w liczeniem kroków i zasugerowaniem się, że jacyś ludzie szukają punkt „w tym miejscu”. Było to złudne, gdyż właściwy punkt znaleźliśmy jakieś 500 metrów dalej na północny zachód.

PK14 „Diabelski kocioł, stara sosna po północnej stronie” – Idąc z PK17 na południe za wcześnie skręciliśmy na wschód i wyszliśmy na ogromny rów, szerokości 300 metrów. Myślałem, że to jest właśnie to właściwe miejsce, obeszliśmy go od północy. Niestety, bez rezultatów. Cofnęliśmy się do drogi, poszliśmy dalej na południe do rozwidlenia i dopiero stamtąd trafiliśmy na ten „Diabelski kocioł”. Okazało się nim być bagno znajdujące się w zagłębieniu terenu. Piękna miejscówka.

Ogromnie pomocny okazał się zakupiony tydzień wcześniej krokomierz. Uważam, że bez niego nie poszło by tak łatwo. Polecam go każdemu. Bardzo ułatwia to nawigowanie, przenosząc ciężar ręcznego liczenia kroków na specjalistyczne urządzenie.

Bardzo ciekawym rozwiązaniem było „podbijanie” punktów przez telefon. Postępy na trasie każdy mógł śledzić na bieżąco, tzn. w czasie rzeczywistym. Wspaniały pomysł.

Bardzo dziękuję Sergiuszowi i Rafałowi, że razem udało nam się przejść całość w limicie, z kompletem punktów. 🙂

  • Wyniki
  • Mapa

  • Galeria Google Photo
    Posted in: Imprezy