Posted by on 6 października 2019

  • Miejsce Imprezy: Włodowice
  • Start Imprezy: 05/10/2019
  • Uczestnicy: Marek
  • Strona organizatora: http://jurajatka.pl

Na bazę zjechałem wieczorem… jadę, jadę… dojechałem pod szkołę, światła świecą się z tyłu, brama zamknięta. Objeżdżam z drugiej strony… no tak. Ten sam budynek w stanie surowym zamkniętym tylko ogrodzony. Przecież już tu byliśmy. Jak mogłem zapomnieć?!

Tylko tym razem sam. Zarejestrowałem się, okleiłem taśmą kartę i poszedłem się rozłożyć na salę. Wymarsz (czy też wybieg) o 9, o 8:40 odprawa. Jest jeszcze trochę czasu.

Pogoda nie rozpieszcza. Szaro, jak się później okaże, to był najsuchszy etap imprezy. Na odprawie uczestnicy dowiadują się, że są dwie mapy. Jedna zwykła 50k format A4, druga do BnO, skala 1:12500 w formacie A3.

Łącznie do odnalezienia 25 punktów. Na mapie do BnO zaznaczonych jest 13 punktów, ale jeden można pominąć.

To co chwyta za serce, to rozmieszczenie punktów. Nie ma tak, że po zobaczeniu mapy cała ścieżka pojawia się w głowie w ciągu minuty, jak na innych imprezach. Wybór trasy jest nieoczywisty i dało się zauważyć, że różni uczestnicy wybierali różne warianty.

Ja zacząłem od 10, potem 8, a następnie zacząłem BnO. Niektóre punkty trafiałem z marszu, innych szukałem po 15 minut. A jeden, wstyd się przyznać, przegapiłem na mapie. Pamiętny 7 punkt. Idę sobie i myślę, ten Łukasz wspominał coś o półce skalnej, żadnej nie kojarzę. Zacząłem sprawdzać mapę i wyszło, że tę Półkę zostawiłem 7km za sobą. Wracać się czy nie. Obawy były takie, że jak pójdę po ten jeden, to na koniec nie zostanie mi czasu na dwa.

A, miałem wrócić do pogody. Pogoda w sobotę była prosta. Mżawka przez cały dzień. Może z przerwami. Temperatura ok. 6 stopni. Kurtkę wyjąłem już po pierwszym punkcie.

Jak zwykle, pochwalę się. Kurtka do biegania z Decathlonu. Taka cerata z otworami na wentylacje i kapturem. Plusy: nic nie waży, nie przepuszcza wody. Minusy, dwa. Delikatna jeżeli chodzi o uszkodzenia mechaniczne. Chociaż to kwestia względna. Bo przy tych krzaczyskach, przez które się przedzierałem mam na niej tylko jedno rozdarcie. Kaptur za bardzo zachodzi na oczy. 🙂

O ile 10 i 8 była na rozgrzewkę. Punkty na otwartym terenie, poza tym z górki. Następny był już z mapy BnO i zaczął się sympatyczną studnią z PK w środku. Najgorzej wspominam PK73. Straciłem ponad 20 minut, na latanie po terenie, w którym już się przestałem orientować. Niby jakiś wąwóz, jakiś leśny stawik. Niby wyznaczam azymut i niby dochodzę do punktu, którego w tym miejscu brak. Dopiero z pewnej odległości usłyszałem uradowanych czymś biegaczy. Podszedłem i widzę… Skałka, obrośnięta mchem. Nawet by mi do głowy nie przyszło, że to punkt. Ale lampion jest. To nie dyskutuję. Odbijam się i pędzę dalej.

Jeden punkt, zwłaszcza dla rowerzystów był mało bezpieczny. PK69. Głęboka studnia z ostrym zejściem. Też się nalatałem, bo okazało się, że na początku nie umiałem już chyba zgrać kompasu z mapą.

Z ciekawie zrobionych punktów była dwa dobrze zapamiętane.

PK19. Z Piaseczna poszedłem na SE, ścieżką, która wychodziła centralnie pod podstawę szczytu. Po wejściu na nią, bardzo szybko zacząłem skręcać za bardzo na zachód i urwała się nie w tym miejscu, które pokazywała mapa. Nic. Idę pod górę, kompas w ręku. Jest. Skałka. Wchodzę. Punktu brak. Myślę, obok jest większa, potem jeszcze większa, a potem jeszcze kilka innych w odległości 100m. No wszystko się zgadza, oprócz tego, że punktu brak. Zszedłem na południe, gdzie kończy się las. A tam kolejny las. Porównanie z mapą i lecę do drugiego zagajnika. Tam już punkt był w odpowiednim miejscu.

I jeszcze PK20. Mogiła. Nawet tabliczki były. Mało tego, były dwie, identycznie skręcające drogi. Tylko brak liczenia kroków u zawodników (nie tylko u mnie) zaowocowało wydłużonym czasem szukania punktu.

Ostatnim PK do zrobienia był 11. Znalazłem go już o zmierzchu i nie był to żaden wyczyn. Biała skałka prześwitywała jeszcze w wieczornym deszczu. Tak sobie myślałem, że jeżeli to nie ten, to już żaden. Ale się udało. Powrót środkiem łąki, mokra trawa po pas. Zmarzłem nieco. Ale w bazie czekało już piwo Zasłużone. Niestety… nie wiem czy zasłużyłem. W końcu jeden punkt nie został zaliczony chociaż czas 10h42m jest dobrym tempem, w porównaniu do 13 godzin limitu.

Gdybym miał się tylko czegoś czepnąć od strony organizacyjnej to catering. Preferuję jednak żarcie z kotła, nie paczkowane w folię. Chociażby z (to nawet nie chodzi o modę) ekologicznego punktu widzenia.

  • Wyniki

  • Galeria Google Photo
    Posted in: Imprezy